kupiłam komplet 12 ołówków, kupiłam pudełko na ołówki, a także gumkę chlebową (cud miód nawiasem mówiąc;)) i szkicownik o jakim zawsze marzyłam... i wreszcie gdy to wszystko nabrało właściwej sobie mocy prawnej (sic!) - nie miałam wyjścia, musiałam zacząć rysować ;P
i tak wcieło mnie na dłuuugie godziny ;)
poniżej jeden z efektów zmagań - pierwsze kreski bywają trudniejsze niż może się to wydawać, mimo wszystko walczę nadal ;)
przed państwem: MAN IN TOWN (taa, wiem że tytuł obrazka jest mega oryginalny ;P)
oglądać proszę w powiększeniu ;)
piątek, 27 czerwca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Pooooooooorywisty chop. Wiedzę, że ołóweczki się nie marnują ;) ...i bardzo dobrze :)
Prześlij komentarz